30 grudnia 2018

#53 Płomienie (Chang-dong Lee, 2018)

Główna obsada: Ah In Yoo, Steven Yeun, Jong-seo Jun
Scenariusz: na podstawie opowiadania Haruki Murakamiego
Muzyka: Mowg
Zdjęcia: Kyung-Pyo Hong



Kolejny kandydat do Oscara w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny, tym razem wystawiony z ramienia Korei Południowej, trafia na ekrany polskich kin. Plakaty powiadają, że to najsubtelniejszy thriller wszechczasów. I choć z pewnością czasami jest to po prostu czcze gadanie mające za zadanie tylko sukces kasowy, w tym przypadku stwierdzenie może być prawdą.
Historia bazuje na opowiadaniu Haruki Murakamiego pod tytułem Spalenie stodoły, ale mocno czerpie również z tekstu Williama Faulknera pod tym samym tytułem, szczególnie w przypadku wątku relacji ojca i syna. W filmie porozsiewanych jest wiele tropów dotyczących wspomnianych twórczości, a wielu krytyków porównuje postać Bena do Wielkiego Gatsby’ego. Płomienie to prawdziwa uczta nawiązań kulturowych.


Jong-soo marzy o zostaniu pisarzem, ale sytuacja zmusiła go do powrotu na rodzinną wieś, co nie wróży dobrze jego karierze. Tuż przed wyjazdem poznaje jednak Hae-mi, która twierdzi, że zna go ze szkoły. Dziewczyna jest na tyle urocza, że bohater bez mrugnięcia okiem godzi się pilnować jej kota, który podobno boi się obcych. Kiedy Hae-mi wraca z podróży do Afryki, stęskniony Jong-soo rusza odebrać ją z lotniska. Niestety dziewczyna pojawia się wraz z zamożnym i pewnym siebie Benem, którego sposób bycia wyraźnie wskazuje, że pochodzi z wyższej klasy społecznej. Przez pewien czas bohaterowie tkwią w tym dziwnym trójkącie miłosnym pełnym niewypowiedzianych uczuć, aż do dnia, kiedy Hae-mi znika bez słowa wyjaśnienia.
Cała siła tego filmu leży w niedopowiedzeniach i metaforach. Bardzo ważna w kontekście tego aspektu jest jedna z początkowych scen filmu, gdy Hae-mi opowiada głównemu bohaterowi o pantomimie, na której zajęcia ostatnio uczęszczała. Obierając niewidzialną mandarynkę, mówi: „nie chodzi o to, żeby uwierzyć, że coś istnieje – chodzi o zapomnienie, że tej rzeczy nie ma”. Odnosi się to zarówno do kota Hae-mi, jak i do metaforycznego palenia szklarni, o którym beztrosko opowiada Ben. Sam film można zresztą traktować jako jedną wielką metaforę. Na niesprawiedliwość społeczną, na dziedziczenie agresji, na zacieranie się granic pomiędzy realnym a nierealnym.


Fabuła, choć z pozoru wydaje się rozedrgana i pełna zbędnych wątków stopniowo splata się w dopracowaną całość, zostawiając również sporo miejsca na wkład własny widza. Film wypełniony pięknymi kadrami angażuje i trzyma w napięciu do samego końca. Nawet jeśli zakończenie nie jest do końca satysfakcjonujące w kontekście całości.



Brak komentarzy

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Malihu
x