Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty

2 lutego 2018

#25 Ja, Godard (Michel Hazanavicius, 2017)

Główna obsada: Louis Garrel, Stacy Martin
Scenariusz: na podstawie autobiografii Anne Wiazemsky
Zdjęcia: Guillaume Schiffman

Ja, Godard to wielki hołd złożony wielkiemu reżyserowi. Jego filmy można lubić lub nie, ale na pewno nie można mu odmówić, że wielkim reżyserem był, a jego wkład w rozwój kina jest niepodważalny. Jeden z przedstawicieli Nowej Fali, który absolutnie zmienił oblicze kina.
Co ciekawe, Godard, wciąż przecież żyjący, nadal nie odważył się w żaden sposób skomentować tego opowiadającego o sobie filmu, mimo że dostał scenariusz od wglądu od Hazanaviciusa, reżysera znanego choćby z Oscarowego Artysty. Podobno określił jedynie sam pomysł na nakręcenie takiego filmu głupim pomysłem


Jako że obraz oparty jest na biografii jego żony, dość dobrze oddaje jego prawdziwe życie, niejako od wewnątrz – możemy obserwować nie tylko, jakim był artystą, ale ponieważ film skupia się w dużej mierze na związku z Anne Wiazemsky i jego politycznych przekonaniach, również jakim był człowiekiem. Nie tylko wśród znajomych, ale również w domowym zaciszu. Trzeba mieć jednak na uwadze, że to jednak historia opowiedziana z jej perspektywy, pewne aspekty zapewne są w pewien sposób zniekształcone przez jej spojrzenie. Co nie zmienia faktu, że to naprawdę rewelacyjna kreacja rozpadu ich związku.
Akcja obrazu została ulokowana w drugiej połowie lat 60., po nakręceniu i premierze Chinki, w której główną rolę grała właśnie Anne Wiazemsky, kiedy Godard drastycznie zmienił swoje poglądy. Z tego też względu polityka odgrywa w filmie dość znaczącą rolę, ze szczególnym skupieniem się na Maju 1968, czyli rewolucji społecznej, jak rozegrała się we Francji i na jej wpływie na życie i sztukę.  
Kreacje bohaterów są rewelacyjnie. Główne skrzypce gra tutaj oczywiście Louis Garrel, w roli Jean-Luca i choć Stacy Martin w roli Anne usilnie stara się dorównywać mu kroku, to właśnie jego kreacja, z ciągłym gubieniem ikonicznych okularów i potykaniem się o własne buty ciągnie film na swoich barkach. 


Mnie osobiście najbardziej w tym filmie urzekło jego kolorystyczne dopracowanie. Każda klatka wydaje się hołdem dla Godarda i jego ukochanej triady. Pojawia się też granie z konwencją, tak typowe dla Nowej Fali odejście od stylu zerowego i nagminne łamanie zasady czwartej ściany. Nikogo nie powinny tu więc dziwić komentarze z offu, czy wyciszanie muzyki w trakcie bezpośredniego zwracania się do widza. 
Bardzo ważnym elementem tego obrazu jest jego autoironia, szczególnie widoczna w scenie, gdy bohaterowie nago rozmawiają o tym, że uważają, że nagość w filmach nie ma sensu, ale także humor, którego w produkcji nie brakuje.


Mnie ten film urzekł. Urzekło mnie to, jak wielkim hołdem był dla postaci Jeana-Luca Godarda, mimo że nieraz pokazywała go w niezbyt korzystnym świetle. Fanom jego twórczości powinno się spodobać, szczególnie że w filmie znajdziemy mnóstwo odwołań do jego twórczości. 



26 października 2017

#15 A Ghost Story (David Lowery, 2017)

Główna obsada: Casey Affleck, Rooney Mara
Scenariusz: oryginalny
Muzyka: Daniel Hart
Zdjęcia: Andrew Droz Palermo

Film Davida Lowery’ego absolutnie mnie zachwycił. Ale doskonale rozumiem, że nie wszyscy będą podzielać moje zdanie. Bo z pewnością nie jest to film dla każdego. Pełno w nim bardzo długich ujęć i niemych scen w których główną rolę odgrywa muzyka, stanowiąca doskonałe tło dla stojącego bez ruchu, odzianego w prześcieradło Casey’ego Afflecka. Co ciekawe, całość jest podana w formacie 4:3, z zaokrąglonymi rogami, co już samo w sobie, nie wszystkim może przypaść do gustu, bo stoi w dość dużej kontrze do tradycyjnego formatu kinowego. W ogóle obraz jest dość eksperymentalny, pozornie niezwykle prosty, a tak naprawdę mający bardzo wiele do powiedzenia.     
Na pierwszy rzut oka fabuła jest prosta jak budowa cepa – młode małżeństwo mieszka sobie w domu, z którego ona chce się wyprowadzić, ale on już mniej. A potem on umiera. I po pewnym czasie marzenia obojga się spełniają, bo ona się wyprowadza, a on zostaje. Proste? Proste.


Tak naprawdę fabuła nie ma w filmie zbyt dużego znaczenia, bo większość dzieje się w naszych głowach. A Ghost Story w niesamowity sposób pokazuje, że w perspektywie wieczności jesteśmy niczym (co tylko podkreśla długa dywagacja na ten temat podczas imprezy, którą zorganizowali jedni z kolejnych lokatorów domu), jak również to, że po śmierci (jeśli istnieje jakieś życie po życiu) czas raczej będzie płynął inaczej, niż dla żywych. Mnóstwo jest bowiem w obrazie scen, kiedy wystarczy mrugnięcie okiem, by minęły dziesiątki lat.
Jedynym aspektem, co do którego żałuję, że nie został on bardziej rozwinięty są interakcję z drugim duchem, mieszkającym po sąsiedzku. Chociaż z drugiej strony, nie jestem wcale taka pewna, czy rozbudowanie tego wątku przysłużyło by się temu obrazowi, czy wręcz przeciwnie, odebrałoby mu otoczkę tajemniczości i niedopowiedzeń. Bo właściwie historia drugiego ducha jest pięknym nośnikiem innego przesłania, ponieważ duch czeka na kogoś, ale czeka już tak długo, że nawet nie pamięta na kogo.


Na dużą uwagę zasługuje w filmie muzyka, która ma bardzo duży udział w budowaniu historii. Jest bardzo klimatyczna, wpadająca w ucho, dająca rewelacyjne tło dla poszczególnych kadrów. No i jeszcze I Get Overwhelmed – piosenka autorstwa Dark Rooms, którą w fabule napisał bohater grany przez Afflecka… perełka.
Zdjęcia są bardzo klimatyczne, doskonale pasują do całokształtu historii i świetnie podkreślające odpowiednie akcenty. Kolory są stonowane, niektóre wnętrza są dojmujące swoją pustką, ale to wszystko świetnie wpasowuje się w A Ghost Story, które przecież jest historią o monotonności, upływającym czasie i pustce.


Aktorsko jest poprawnie i naturalnie, chociaż tak naprawdę nie należy się spodziewać cudów – Rooney Mara stosunkowo szybko schodzi nam z ekranu, natomiast Cassey Afleck, dokąd przywdziewa prześcieradło… zbyt wiele pokazać nie może. Ale mimo wszystko obie kreacje są warte zauważenia, bo nie każdy Oscarowy aktor zgodzi się na granie ducha w prześcieradle, które tak bardzo ogranicza jego aktorskie możliwości, i nie każda aktorka będzie w stanie zjeść naraz, w ciągu ledwie kilku minut zjeść całą tartę.
To nie jest film, który jest prosty w odbiorze i którym można się zachwycić oglądając go jednym okiem. To jeden z tych obrazów, którym trzeba poświęcić chwilę, przy których trzeba się skupić i dać się ponieść wskazówkom podsuwanym przez twórców. Bo nie ma tutaj żadnej łopatologii, która zrobi to za nas. Niesamowity, klimatyczny, artystyczny film.



© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Malihu
x